czwartek, 18 października 2012

MacGyver w spódnicy czyli jak robiłam za włamywacza

Piątek, piątek, weekendu początek - dla mnie oznaczało to, że muszę wyjechać z domu około 10-tej i między godziną 14 a 15 dotrzeć do Urzędu Miejskiego aby uzupełnić dane do naliczenia podatku od nieruchomości. W sumie ucieszyło mnie to, bo dzięki "papierkom" miałam być w siedlisku kilka godzin wcześniej niż reszta mojej rodziny i na spokojnie doprowadzić dom do jako takiego stanu, napalić w piecu itp.  Trzy tygodnie wcześniej, kiedy odbieraliśmy klucze od siedliska wyjeżdżałam stąd z duszą na ramieniu, zastanawiając się czy po naszym wyjeździe nie przyjdzie komuś do głowy ot tak, dla kawału wybić szyb, albo zrobić czegoś równie głupiego.  Tym razem jechały ze mną okiennice, które mieliśmy zamiar zamontować. Przy wjeździe przywitały mnie sąsiedzkie, ciekawskie koty, które pierzchły w popłochu gdy tylko wysiadłam z samochodu.


 Dom stał na miejscu, okna były całe, na podwórku też żadnych śladów wandalizmu nie było. Ucieszyłam się, sięgnęłam po klucze... i niespodzianka. Mój mąż odłączył klucze od domu od reszty kluczy i kluczyków. Mogłam wejść do każdego budynku z wyjątkiem domu! No ładnie, pomyślałam. Nikt obcy się nie włamał, to teraz ja się będę musiała włamać!  Włamywacz pewnie w ogóle by się nie cykał i walnął kamieniem w okno. Ja szyby wolałam jednak zachować w całości.  obeszłam dom dookoła próbując rozruszać wszystkie okna. W końcu zdecydowałam, że wejdę przez werandę, bo tam były najstarsze okna i co za tym idzie największa szansa na wyjęcie jakiejś szyby. Obskrobałam kit z okna, rozgięłam gwoździki, znalezionym w oborze drucikiem przez wąską szparkę zaczęłam wydłubywać klej spod szyby. Po 15 -20 minutach szyba bezpiecznie wylądowała na trawie. A ja musiałam kolejno wnieść przez okno wszystkie bagaże, kosz z drewnem, wiadro z wodą ze studni i inne "przydasie".  Dawno się tak sama z siebie nie uśmiałam jak w ten piątek :)


3 komentarze:

  1. :-)))ja jak zgubiłam raz klucze do domu to wybiłam okno w piwnicy ucieszona weszła a tu niespodzianka drzwi z piwnicy do domu też zamknęłam :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga, to po takich perypetiach reszta to pikuś. Co tam remonty, woda ze studni i palenie w piecu. Za to jakie widoki. Obejrzałam każde zdjecie i rozpłynęłam się :) Tam jest pięknie o każdej porze roku. I jaka przestrzeń. Cudnie.
    To jest własnie moje nie zrealizowane marzenie - taka chata za wsią a wniej część dla mnie i parę pokoi dla gości... rozmarzyłam się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę Ciebie jak dłubiesz w tym oknie, z tym swojim spokojem i cierpliwością. No i fajnie, zamiast się złościć i dzwonić do Męża z pretensjami, zrobiłaś z tego przygodę. To Siedlisko już Was kocha!

    OdpowiedzUsuń