środa, 21 czerwca 2017

Długi weekend w doborowym towarzystwie

Siedlisko cały czas się cywilizuje, obrasta w zdobycze techniki takie jak woda w kranie czy  działająca toaleta. Ciągle się nam wydaje, że to jeszcze za mało, by móc kogoś gościć i nie wstydzić się siermiężności tego miejsca i wielu tymczasowych rozwiązań technicznych (jak wiadomo prowizorki są długowieczne!). Dlatego z pewną nieśmiałością zaproponowałam Przyjaciołom z Przytulnego Domu wspólny weekend na wsi. Z drugiej strony ciekawa byłam czy ich również zauroczy nasza zagubiona wśród lasów i pól miejscówka, widok z górki i poranne krzyki żurawi. Wygląda na to, że mimo dość męczącej podróży i braku miejskich wygód obroniliśmy się ziemniakami z ogniska, jajecznicą z wiejskich jaj, kwaśnym mlekiem i spacerami po okolicy. Piątka dorosłych, dwoje dzieci i trzy psy - oj, było zamieszania co nie miara, ale w tym pozytywnym sensie! Na nudę chyba nikt nie mógł narzekać. Mam nadzieję, że następnym razem nasi goście też dadzą się namówić na wizytę w siedlisku.









A to piękna, rustykalna skrzynka którą Ewa zabejcowała podczas pobytu u nas, testując lazurę olejową Painteco. Tak mi się spodobała, że poprosiłam o wykonanie podobnej w pracowni PrzeTwórnia. Stare drewno ma taki urok, że trudno mu się oprzeć!



piątek, 26 maja 2017

Maj bzami pachnący

Północno-wschodnie rejony Polski są chłodniejsze niż reszta kraju, przez co życie "roślinne" jest zwykle nieco opóźnione. Taka naturalna podróż w czasie - co w moim przydomowym ogrodzie już przekwita na siedlisku dopiero zaczyna otwierać pąki. Wystarczy weekendowy wypad i znów można się cieszyć kwiatami lub owocami, których u mnie już nie ma.





Ma to oczywiście, również słabsze strony, bo nieraz roślinki mi wymarzają. Tym razem jednak opóźnienie w kwitnieniu sprawiło, że mogłam cieszyć się widokiem kwitnących jabłoni i upojnym zapachem bzu. Powrotu mrozów chwilowo nie zapowiadają (ależ ta pogoda pokręcona w tym roku!), jest szansa na obfity zbiór jabłek.




Obkosiliśmy sad i dosadziliśmy kilka nowych drzewek. Mam nadzieję, że się przyjmą. Tym razem już nie jabłonie ale czereśnie wczesne i późne, nektaryny i orzech włoski.  Nasadziłam wzdłuż płotu jaśminowce, które rosną szybko a przy tym pięknie wzbogacą siedliskowe widoki i zapachy, kiedy zakwitną.  Trochę przycięliśmy także krzaki bzu, bo zaczęły wchodzić na ścieżkę do studni.




Stary dom nadal się suszy i wietrzy, a my zastanawiamy się jak go urządzić, gdzie rozplanować poszczególne pomieszczenia itp. W jakim pomieszczeniu powinien być taki widok z okna jak widzicie poniżej? W kuchni czy w sypialni?






poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Zimowe zmiany na siedlisku

Pytacie co z siedliskiem, czy przez zimę zupełnie zamiera na nim życie?  Trochę tak, bo nadal to raczej miejsce przystosowane do sezonowej aktywności. Natomiast prace remontowe powoli toczą się także podczas zimowych miesięcy. Stary dom musi się suszyć, zanim będziemy w stanie cokolwiek z nim zrobić, dlatego zleciliśmy ekipie remontowej "ogołocenie" domu z tynków, karton-gipsów i zdjęcie podłóg. 


Przy okazji przekonaliśmy się, że oprócz miejsc o których wiedzieliśmy że były przebudowywane (np. dawna sień podzielona tak by powstało miejsce na łazienkę), istniały też inne otwory drzwiowe i okienne. Z opowiadań sąsiadów wynika, że kiedyś dom mieszkalny połączony był z częścią gospodarczą, która spaliła się i nigdy nie została odbudowana. Pozostały po niej widoczne na zewnątrz domu fundamenty. Po skuciu tynków okazało się, że w miejscu jednego z obecnych okien był kiedyś szeroki otwór drzwiowy prowadzący na zewnątrz, być może to właśnie pozostałość po dawnym wejściu do części gospodarczej.  Pozostałe pomieszczenia w domu były kiedyś przechodnie, podczas remontu w latach sześćdziesiątych prowadzące do nich drzwi zamurowano. W innych miejscach najwyraźniej kiedyś drzwi nie było i zostały dołożone.



Odzyskaliśmy sporo przestrzeni i zobaczyliśmy w jaki sposób do środka domu przedostawała się wilgoć. Nasi poprzednicy remontując dom przed kilku laty położyli na ścianach płyty kartonowo-gipsowe: najpierw do ścian przybili drewniane łaty, potem metalowe profile i dopiero do nich dokręcono płyty. W ten sposób pomiędzy każdą starą i nową ścianą  powstała pusta przestrzeń, głęboka na kilkanaście cm. Kiedy przez nieszczelności w dachu woda dostawała się do budynku i spływała po wewnętrznej stronie starych ścian, trafiała w miejsce skąd ciężko jej było odparować. Dodatkowo, nasi poprzednicy zdążyli wymienić część starych, drewnianych na okien na nowe, plastikowe, które ze względu na swoją szczelność nie pozwalały na naturalną wymianę wilgotności pomiędzy domem o otoczeniem.