niedziela, 28 grudnia 2014

Rumiankowe wspomnienie lata


Podobno herbatka z rumianku uspokaja i koi stargane nerwy. Wygląda na to, że jesteśmy rodziną zestresowanych nerwusów, bo na siedlisku rumianek rośnie w dużych ilościach ;) 
Zbieramy go i suszymy, żeby zimową porą pić herbatkę z rumianku i mięty (również naszej). 
Zapach uwolniony z naparu przypomina nam letnie miesiące i ukwieconą łąkę. 
 
 

piątek, 26 grudnia 2014

Remont trwa

Deszcz leje,, wiatr wieje, a remont garażu trwa w najlepsze.  Postanowiliśmy zagospodarować poddasze nad garażem. Trzeba je docieplić, otynkować, pomalować  itd.

Tak wygląda opróżniony ze zbytecznych gratów garaż:

 A tak poddasze:



Mamy nadzieje, że pogoda pozwoli na kontynuację prac i na wiosnę będe mogła pokazać zupełnie nową odsłonę tych pomieszczeń :)

poniedziałek, 22 września 2014

Jak statki we mgle

Jesienne poranki na naszym wzgórzu są zwykle mocno zamglone. To naprawdę fascynujące spoglądać z góry jak biała materia falując przepływa przez łąki. A w tej mgle jak statki na wielkim, białym oceanie wyłaniają się ciemne korony drzew.  Zresztą zobaczcie sami;





wtorek, 16 września 2014

Puste pole za stodołą...

A w zasadzie to puste pole w miejscu stodoły. W ubiegłym tygodniu postanowiliśmy wziąć większą "miotłę" do sprzątania podwórka i za pomocą koparki uprzątnąć to i owo.


 Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Zniknęły górki i doliny, stare fundamenty, oraz rozsiane w różnych miejscach składowiska gruzu i kamieni.  Za oborą, po uprzątnięciu tego co było z niej wyrzucane na kupkę przez kilkadziesiąt lat nagle zrobiło się świetne, zaciszne miejsce, osłonięte skarpą.


niedziela, 13 lipca 2014

Podglądamy boćki

Hałasują, klekoczą i piszczą, ale i tak je lubimy!  Nasze bocianiątka robią się coraz większe i co za tym idzie trzeba je non stop dokarmiać.  Rodzice muszą się nieźle nalatać w tę i powrotem, aby gromadka miała zapełnione żołądki. Czasami dorosłe boćki wracają mokre i niemiłosiernie utytłane błotem. Siedzą potem na krawędzi dachu, dziobem poprawiają piórka i suszą się na słońcu. To jedne z niewielu momentów, kiedy pozwalają podejść bardzo blisko i choć wydają ostrzegawcze dźwięki nie próbują uciekać.




 


piątek, 11 lipca 2014

Kisiel z motylkiem

W okolicach naszego siedliska od wielu tygodni nie padał porządny, ulewny deszcz. Wszystko schnie i żółknie, a przelotne opady (jeśli się już trafi dłuższy niż 3 minutowy) nie są w stanie nawodnić gleby. Liczymy się z tym, że owoców w tym roku nie będzie zbyt wiele, drzewa i krzewy zrzucają wszystko co mogą, aby jakoś sobie poradzić.  Czarnych porzeczek, które cała nasza rodzina wcina z apetytem udało się nam zebrać jedynie 2 kopiaste kubki. Zjedliśmy je z kisielem, żeby móc jakoś w miarę sprawiedliwie całą szóstkę obdzielić.  I tu pojawił się nam kolejny amator porzeczek, i to jaki!




Nie dawał się odpędzić w żaden sposób. Siadał na łyżce i trzeba było bardzo uważać, aby go przypadkiem nie zjeść lub nie zgnieść!



środa, 9 lipca 2014

Śniadanie z widokiem

Lubię latem podawać śniadanie na dworze. Rano słońce zazwyczaj jeszcze nie pali tak mocno i można przy filiżance kawy napawać się wiejskimi widokami.






Główna atrakcją śniadań na podwórku są oczywiście bociany, które od rana rozrabiają w gnieździe.  Jeszcze trochę i zaczną latać, na razie raz po raz podskakują machając skrzydłami.  Są ich cztery i robią te przymiarki po kolei. Ciekawe któremu uda się pierwszemu polecieć?


Rozkładany okrągły stoliczek z drewna egzotycznego wypatrzyłam zimą na Allegro. Potem kolejno "wyłuskiwałam" na  aukcjach składane krzesła z tego samego typu drewna. Udało mi się w sumie zebrać 5.  Co prawda pochodzą z dwóch  różnych kompletów, ale trzeba się dobrze przyjrzeć aby to zauważyć.  Teraz poluję na drugi stolik i szóste krzesełko :)

wtorek, 20 maja 2014

Weened z warkotem piły w tle

Jesienią jedna ze starych jabłonek za domem straciła główny konar. Wtedy nie mieliśmy czasu na przycinkę, zabraliśmy się więc za to teraz.  Niestety, z bliższych oględzin jabłonki wyszło, że druga połowa drzewa też jest do ścięcia. Po jabłonce zostało puste miejsca na środku ogródka i sterta gałęzi do spalenia.



Kolejnego dnia pod piłę poszła jabłonka obok garażu. Pomijając fakt, że chorowała (parch), korzeniami i gałęziami niszczyła ścianę garażu. Gałęzie przycięła nieco zimą energetyka, dzięki czemu mieliśmy trochę mniej pracy.

 Żal mi było obu drzew, jednak rozsądek wziął górę nad sentymentami. Za to bardzo pozytywnie nastrajał mnie widok i zapach kwitnącej czereśni. Byleby nam w tym roku żadne "szpaki" nie przeszkodziły w zbieraniu owoców!



sobota, 17 maja 2014

Z wizytą u Jurka

Z naszego wzgórza trudno dostrzec domy sąsiadów. Większość zasłaniają drzewa. Jedynie dom Jurka widać jak na dłoni.


Nic więc dziwnego, że często wpadamy do siebie z sąsiedzką wizytą.  Moje dzieci uwielbiają zwłaszcza wieczorne wycieczki po mleko i jajka :)


Jurkowe kury chodzą sobie po całym podwórku absolutnie nie zrażając się faktem, że "miastowe" dzieci się im pilnie przypatrują. Największym hitem Jurkowego obejścia jest jednak dla moich córek nie kurnik, a zagroda z cielakami. Czasem mam wrażenie, że gdybym zostawiła je przy cielakach na cały dzień, nawet by tego nie zauważyły. A tu coś, co mnie bawi nieodmiennie za każdym razem: gospodarstwa naszych sąsiadów pilnuje drewniany strażnik w kasku :)

 
  



piątek, 16 maja 2014

Majowe obrazki z siedliska

Boćki przyleciały. Podobno nasze były w tym roku pierwsze we wsi.  Teraz pracowicie wysiadują jaja, a my obstawiamy ilość bocianiątek.



Wzgórze się zazieleniło, co przy aktualnej prawie angielskiej aurze jakoś nie dziwi :)  Zeszłoroczne opryski zadziałały. Osty panoszące się za oborą zniknęły.  Na wszelki wypadek spryskaliśmy jednak ponownie "chwastowisko".

Na zaoranym w ubiegłym roku ugorze po uzgodnieniu z sąsiadem postanowiliśmy posiać owies z trawą.  Sąsiedzka pomoc bardzo się nam przydała, bo sami maszyn rolniczych nie mamy. A tak, owies sąsiad sobie zetnie i  zabierze na kiszonkę, a nam zostanie na przyszły rok trawa.
W sadzie jabłonie kwitną na całego. Ku naszej radości posadzone w ubiegłym, roku drzewka przyjęły się i też mają pierwsze kwiaty. A my po otwarciu na przestrzał wrót garażu mamy przy jedzonej na podwórku kolacji piękny widok na sad :)




czwartek, 30 stycznia 2014

Wiatr i mróz

hulają po naszym wzgórzu. Wpadliśmy przejazdem na chwilę zobaczyć, czy  zimowe wichrzyska nie wyrządziły większych szkód.


Poderwało nam dachówki na kawałku dachu. W zasadzie to może i dobrze, że na razie mróz trzyma, bo w czasie odwilży zalewałoby nam strych i ścianę łazienki.


Energetyka podcięła nam jabłonkę, bo gałęzie właziły na druty.



Wiosną, pomimo wszelkich sentymentów dla starych drzew zetniemy ją całkiem. Rośnie za blisko garażu i korzeniami sięga do ścian, a gałęziami do dachu.Na podwórku ubawiły nas krecie kopczyki. Wygląda na to, że mamy pod trawą prawdziwą krecią metropolię!