wtorek, 20 maja 2014

Weened z warkotem piły w tle

Jesienią jedna ze starych jabłonek za domem straciła główny konar. Wtedy nie mieliśmy czasu na przycinkę, zabraliśmy się więc za to teraz.  Niestety, z bliższych oględzin jabłonki wyszło, że druga połowa drzewa też jest do ścięcia. Po jabłonce zostało puste miejsca na środku ogródka i sterta gałęzi do spalenia.



Kolejnego dnia pod piłę poszła jabłonka obok garażu. Pomijając fakt, że chorowała (parch), korzeniami i gałęziami niszczyła ścianę garażu. Gałęzie przycięła nieco zimą energetyka, dzięki czemu mieliśmy trochę mniej pracy.

 Żal mi było obu drzew, jednak rozsądek wziął górę nad sentymentami. Za to bardzo pozytywnie nastrajał mnie widok i zapach kwitnącej czereśni. Byleby nam w tym roku żadne "szpaki" nie przeszkodziły w zbieraniu owoców!



sobota, 17 maja 2014

Z wizytą u Jurka

Z naszego wzgórza trudno dostrzec domy sąsiadów. Większość zasłaniają drzewa. Jedynie dom Jurka widać jak na dłoni.


Nic więc dziwnego, że często wpadamy do siebie z sąsiedzką wizytą.  Moje dzieci uwielbiają zwłaszcza wieczorne wycieczki po mleko i jajka :)


Jurkowe kury chodzą sobie po całym podwórku absolutnie nie zrażając się faktem, że "miastowe" dzieci się im pilnie przypatrują. Największym hitem Jurkowego obejścia jest jednak dla moich córek nie kurnik, a zagroda z cielakami. Czasem mam wrażenie, że gdybym zostawiła je przy cielakach na cały dzień, nawet by tego nie zauważyły. A tu coś, co mnie bawi nieodmiennie za każdym razem: gospodarstwa naszych sąsiadów pilnuje drewniany strażnik w kasku :)

 
  



piątek, 16 maja 2014

Majowe obrazki z siedliska

Boćki przyleciały. Podobno nasze były w tym roku pierwsze we wsi.  Teraz pracowicie wysiadują jaja, a my obstawiamy ilość bocianiątek.



Wzgórze się zazieleniło, co przy aktualnej prawie angielskiej aurze jakoś nie dziwi :)  Zeszłoroczne opryski zadziałały. Osty panoszące się za oborą zniknęły.  Na wszelki wypadek spryskaliśmy jednak ponownie "chwastowisko".

Na zaoranym w ubiegłym roku ugorze po uzgodnieniu z sąsiadem postanowiliśmy posiać owies z trawą.  Sąsiedzka pomoc bardzo się nam przydała, bo sami maszyn rolniczych nie mamy. A tak, owies sąsiad sobie zetnie i  zabierze na kiszonkę, a nam zostanie na przyszły rok trawa.
W sadzie jabłonie kwitną na całego. Ku naszej radości posadzone w ubiegłym, roku drzewka przyjęły się i też mają pierwsze kwiaty. A my po otwarciu na przestrzał wrót garażu mamy przy jedzonej na podwórku kolacji piękny widok na sad :)