piątek, 15 czerwca 2018

Zajac zwany Ignacym

Mieszka nieopodal, odwiedza nas co rano i coraz mniej się nas boi - Ignacy Zając. Jeśli kiedyś wpadniemy na pomysł herbu czy logotypu siedliska na pewno się w nim znajdzie. Niepozorny szarak znany jest w naszej rodzinie z brawurowych akcji typu: wypadam znienacka z krzaków przy studni, potem szybkim skrętem w prawo omijam nogi idącego przez podwórko gospodarza, przebiegam tuż pod nosem śpiącemu psu, wpadam pod stół ogrodowy muskając nogi siedzącej przy nim  gospodyni i znikam w trawie na łące. A wszystko to w tempie godnym Strusia Pędziwiatra z kreskówki. No i jak go nie podziwiać?  Skradł nasze serca tak umiejętnie, że zaczęliśmy zbierać różne przedmioty codziennego użytku z podobizną zająca. Niezła kolekcja nam się zapowiada.
Gotowi na przegląd zajęczych gadżetów? No to zaczynamy:


Ceramiczna figurka to jeden z pierwszych zajęczych nabytków. Uroczo obdrapana i postarzana, pasuje do wiejskich klimatów.


Maselniczka, stały towarzysz naszych śniadań. Wyszukana na Allegro.


Stareńka zabawka do ciągnięcia na sznurku. U nas wyłącznie w charakterze ozdoby.


Holenderska deska - podstawka pod gorące naczynia. Rzadko obecnie używana, bo zastąpiła ją ta:


Ciągle mnie zastanawia, czemu te zające mają takie długie stopy?


A to uroczy komplecik z czasów kiedy istniało DDR. W sam raz na poranną kawę na tarasie, skąd widać Ignacową łąkę.


Kto dostrzega na fotce Ignacego we własnej zajęczej osobie?

czwartek, 14 czerwca 2018

Historie sypialne - jak restaurowaliśmy stare łóżko

Wygodne łóżko to z pewnością jeden z najbardziej ulubionych mebli w każdym domu.  Po całym dniu wypełnionym różnymi aktywnościami przyjemnie jest wyciągnąć się na pachnącej pościeli i poczytać książkę, przemyśleć plany na następny dzień albo zasnąć zaraz po przyłożeniu głowy do poduszki (to chyba zdarza mi się najczęściej). Na siedlisku mamy kilka łóżek dla naszej rodzinki, ale że znajomi lubią do nas wpadać w gości gromadnie to i każde kolejne szybko znajduje swój kącik.  To o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć ma za sobą długą historię i co najważniejsze zakończoną happy ened-em.


Kiedy moja babcia pod koniec życia wyprowadzała się ze swojego mieszkania dostałam od niej niełatwe zadanie zabrania lub wyrzucenia tego co w nim jeszcze zostało. Trudność była i emocjonalna, bo z tym miejscem wiązało się wiele moich wspomnień z dzieciństwa i fizyczna, bo znoszenie z drugiego piętra i taszczenie do śmietnika np. PRLowskich mebli kuchennych z rozpuchniętej ale ciężkiej płyty meblowej to była niezła "siłka". Podczas któregoś z licznych tego dnia kursów góra-dół zaczepiła mnie sąsiadka - Agnieszko, a nie zajrzałabyś do mojej piwnicy?  Chętnie bym się pozbyła łóżka, które tam od ponad dwudziestu lat zalega.
Jak się łatwo domyślić, zajrzałam.
Zabrałam nie tylko łóżko (a w zasadzie część łoża małżeńskiego) ale i szafkę nocną z tego samego kompletu i sporą bieliźniarkę. Zakurzone straszliwie, ale w naprawdę dobrym stanie.

Na siedlisku umyliśmy piwniczny komplecik i na jednym z elementów znaleźliśmy datę produkcji - wrzesień 1932 rok!  Michał odrdzewił wszystkie metalowe elementy, podkleił fornir w miejscach gdzie został naderwany i wyszlifował poszczególne elementy.





Lubię przemalowywać meble i dekoracje, ale w przypadku takich świetnie zachowanych "staruszków" najzwyczajniej w świecie nie mam serca ich zmieniać. I nie przeszkadzają mi rysy, wgłębienia czy ślady użytkowania, bo to przecież historia ludzi, którzy przez lata się tymi meblami posługiwali. Z szacunku dla wieku łóżka i dla kunsztu przedwojennych rzemieślników postanowiłam, że po prostu użyję tradycyjnego, bezrozpuszczalnikowego wosku do zabezpieczenia.  Zobaczcie jak pięknie podkreślił walory drewna:




Lubię pracę z tym woskiem, bo rozprowadza się bardzo łatwo, a podczas pracy przyjemnie pachnie woskiem pszczelim i olejem lnianym. Nie ma w nim rozpuszczalnika, więc 100% tego co puszce mam potem na meblu. Co prawda schnie dłużej niż woski z beznyną, naftą czy terpentyną, ale przecież nam się nigdzie nie spieszy!




Łóżko stanęło na razie w warsztacie, w towarzystwie szafki, która dopiero czeka na swoją kolej do sklejania i konserwacji. Musimy zamówić dopasowany materac - dawniej ludzie byli "niskopienni" :)




środa, 9 maja 2018

Bociania wioska w Żywkowie

Nie samym siedliskiem człowiek żyje, czasem trzeba się rozerwać. Zanim znów Was zacznę męczyć zdjęciami z prac remontowych zapraszam na wycieczkę do małej, warmińskiej wioski znanej z licznych bocianich rodzin. Wybraliśmy się tam podczas majówki razem z naszymi znajomymi, którzy spędzali kilka dni na rowerowym zwiedzaniu okolicy.


Bocianów jest tu zdecydowanie więcej niż ludzi. Gniazda na specjalnych platformach są rozsiane po budynkach, słupach i drzewach. Z przyjemnością obserwowaliśmy jak ptaki znoszą z pola kłęby siana, patyki i inne "budulce" dzięki którym modernizują swoje siedziby.











Z wieży widokowej zbudowanej na jednym z podwórek można przyjrzeć się gniazdom z naprawdę niewielkiej odległości. To fascynujący widok!  Przy okazji można podziwiać krajobraz okolicznych pól i łak na których pasą się krowy.



Za miesiąc, kiedy w gniazdach pojawią się maluchy przyjedziemy tu po raz kolejny.
A tu jeszcze pomysł do podpatrzenia: mozaika z plastikowych kapsli i zakrętek od słoików:


niedziela, 21 stycznia 2018

Podsumowanie 2017

Roczek skończony, wchodzimy w nowy. Pora na plany ale i na podsumowania.
Zapraszam więc na wirtualna kawę i ciasto, rozgośćcie się :)


Co się zmieniło:

1.  suszymy dom
Tynki, podłogi etc. wyprute. Chałupa ma wreszcie szanse "pooddychać" a my mamy czas na zaplanowanie co z nią będziemy dalej robić. Przy okazji podziwiamy fantazję kolejnych właścicieli, fachowość dawnych ekip remontowych i "złotych rączek".  Jak się Wam podoba niezwykle kształtny łuk nad oknem?



2. zbudowaliśmy domek dla śmieci
 Recycling i reusing staramy się wdrażać przy każdej możliwej okazji. Stare drzwi do garażu można było porąbać na opał albo przetworzyć. Wybraliśmy drugą opcję i wspólnie z dzieciakami zrobiliśmy wiatkę na worki ze śmieciami (tymi, których nie da się zanieść do pojemników na segregowane odpady ani nie nadają się na kompost).  Mieliśmy na koniec przyciąć słupki, ale po zmontowaniu konstrukcji doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie zrobić na nich daszek (na wiosnę).





3. przeszkliliśmy okienka w warsztacie
Paweł - dziękujemy za pomoc!  Nareszcie coś widać!




4. cywilizujemy przestrzeń mieszkalną
Dodatkowe dwa łóżka bardzo się przydały latem, kiedy zawitali do nas goście.




5. porządkujemy sad
Przycinamy stare drzewa, dosadzamy nowe. Żmudna to robota, bo jabłonie były bardzo zdziczałe. Teraz jest znacznie lepiej!  Niestety w tym roku pod ciężarem jabłek podczas burzy jeden potężnych konarów runął na ziemię.



6. walczymy z chwastami
Koszona regularnie łąka wygląda już całkiem dobrze. Został nam do "ucywilizowania" dawny ogród kwiatowy, sad i pas ziemi dookoła zabudowań rozebranej stodoły.  To naprawdę niesamowite ile śmieci, kamieni, gruzu, szkła, zardzewiałych gwoździ, drutu itp. "skarbów" nadal stad zbieramy! Każdy kawałek, który skutecznie odśmiecimy i wyrównamy z ulgą dołączmy do powierzchni koszonej traktorem.





7. uprawiamy zioła
Część z nich rosła tu od dawna, inne dosiewamy i dosadzamy. W planach mamy suszarnię ziół i grzybów.


Nasze wyzwanie na kolejny rok? Jest ich wiele. Jednym z najpilniejszych jest dach obory, a tu przecież dopiero zaczynamy akcję "zabezpieczenie i odgruzowanie". Ile niespodzianek nas czeka?