piątek, 30 sierpnia 2013

Magia czy co?

Uśmiejecie się, ale jednym z moich ulubionych obiektów do robienia zdjęć są drzwi i okienko obory. Magia jakaś czy co? Co one w sobie mają takiego, że w kompozycji z pokrzywami wyglądają tak malowniczo?


wtorek, 27 sierpnia 2013

Gdzie się schowała stodoła?

O tym, że trzeba ją było rozebrać już pisałam. Ale gdzie się podziało, to co z niej zostało? Przez większość naszych siedliskowych pobytów pracowicie sortowaliśmy deski, belki, dachówki i wszelkie inne znaleziska. Co było drewniane i  nie nadawało się do ponownego wykorzystania było palone na ognisku lub w kawałkach trafiało na stosik do garażu.

Przyda się w jesienne dni do palenia w piecu. To co zdrowe lub można  jakoś wykorzystać trafiało do obory, gdzie tymczasowo powstał składzik budowlany.  


Trafiły tam również dachówki.

Te, które się porozbijały w trakcie rozbiórki wysypaliśmy na drogę, wyrównując dziury.



piątek, 23 sierpnia 2013

Nocne życie siedliska

Bociany odleciały. Smutno tak jakoś bez nich... Jesień się cichutko skrada, noce coraz chłodniejsze.
A jak chłodno, to miło jest się ogrzać przy ognisku. I kartofla gorącego, prosto z popiołu wyciągniętego zjeść sobie z masełkiem.


Dzieci na garażowym stryszku stryszku urządziły sobie pokoik zabaw urządzony m.in. hamakami.


W jedną z cieplejszych nocy postanowiły wziąć śpiwory i przespać się na hamakach. Spały snem kamiennym :)




A nasze ognisko widać z daleka :)


sobota, 17 sierpnia 2013

Czy szpaki jedzą jabłka?

Nie chodzi mi bynajmniej o szpaki-ptaki. Te zapewne zdecydowanie bardziej wolą czereśnie czy wiśnie. Chodzi mi o "szpaki" na dwóch nogach, bez skrzydełek. Na wiosnę opędzlowały nam czereśnie, wiśnie i truskawki. Wszystko czego nie zdążyliśmy zebrać w jednym tygodniu, do kolejnego weekendu już nie dotrwało. Mam nadzieję, że jabłka zostawią w spokoju!


A będzie ich w tym roku sporo. Drzewa wprost uginają się pod ich ciężarem.




Przy okazji, może mi ktoś poradzi, co mam zrobić z jedną jabłonką. Zauważyłam że drzewko przy garażu zaczęło chorować. Jabka i liście wyglądają tak:



środa, 14 sierpnia 2013

Garażowe porządki

Kiedy skwar nie pozwala na pracę na dworze miło jest schronić się pod dachem. Tym razem postawiliśmy sobie jako cel wysprzątanie garażu i warsztatu.

 

Kiedy przejmowaliśmy gospodarstwo w garażu piętrzyły się rzeczy poprzednich właścicieli. których nie zdążyli wywieźć przed oddaniem nam kluczy. Umówiliśmy się, że zabiorą je za kilka dni, zostawiając w garażu to co, uznają za niepotrzebne. Nie chcieliśmy, aby palili wszelkie śmieci na podwórku, bo domyślaliśmy się co może w tym ognisku wylądować i jak upaskudzi to okolicę. Teraz postanowiliśmy zmierzyć się z górą śmiecia.

 

Dzieci z zapałem zabrały się za porządkowanie stryszku nad garażem. Obiecaliśmy im, że to będzie ich przestrzeń do zabawy i odpoczynku. Michał dokonał cudu odgruzowania dołu. 
Po powrocie do domu kupiłam cztery siatkowe hamaki. Jak pojedziemy następnym razem zawiesimy je na garażowym stryszku :)


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Sianokosy

Przyszła pora na skoszenie łąki. U nas to wcale nie taka prosta sprawa. Górki są niezwykle malownicze, ale traktorem w niektóre miejsca strach wjeżdżać, bo stromo. Poza tym gospodarstwo kupowaliśmy od dwóch rożnych właścicieli scalając poszczególne części na powrót w jedną całość. Dlatego bezpośrednio przy zabudowaniach został nam kawałek, który w ubiegłym roku nie był koszony (a jest szansa że i przedtem nie był specjalnie zadbany). Ten kawałek obrastały głównie pokrzywy i osty. I to gdzieniegdzie wyższe niż ja!
 

Na szczęście z pomocą przyszli nam sąsiedzi, którzy posiadali odpowiedni sprzęt. Najbardziej z koszenia ucieszyły się boćki. Tyle smakołyków przy okazji stało się łatwo dostępnych!

sobota, 10 sierpnia 2013

Z dużej chmury mały deszcz

Upał, skwar, żar leje się z nieba. Pojechaliśmy do miasta. W planach zakupy, zwiedzanie i załatwienie drobnej sprawy urzędowej.  Zostawiliśmy na sznurkach pranie i wietrzącą się pościel. Po trzech godzinach nagle zerwał się wiatr, a na niebo wypłynęła wielgachna bura chmura. I zrobiła nam psikusa!  Zaczęło padać...Jechaliśmy na siedlisko oczami wyobraźni widząc swoje świeżo wyprane gacie i skarpetki rozwleczone po pobliskich łąkach, poduszki i kołdry leżące w kałużach itp. Na szczęście u nas ledwie pokropiło, za to dostaliśmy w prezencie taki widoczek:




Wilgotne kołdry w obawie przed powtórką powiesiliśmy w garażu, otwierając drzwi na przestrzał. Do wieczora wyschły :)

środa, 7 sierpnia 2013

O psie co uczył bociany latać :)

Urlop się skończył, wróciliśmy do domu. A z nami mnóstwo zdjęć, wspomnień i zabawnych historii z siedliska. Jedna z nich dotyczy naszych bocianich lokatorów i naszej suni Fidżi.
Jak wcześniej pisałam młodych bocianiątek jest czwórka. Kiedy przyjechaliśmy trzy w najlepsze latały nad łąką, czwarty siedział w gnieździe. I tak przez kolejne dwa dni.




Martwiliśmy się, czy bociek aby nie jest chory albo okaleczony. Jak on sobie da radę, skoro już niedługo rozpoczną się odloty? Trochę nas uspokajało to, że rodzice przynosili mu pokarm. Może musi się tylko wzmocnić? W końcu bociani rodzice doszli do wniosku, że trzeba bocianka zmotywować do próby lotu i wypchnęli go z gniada! Maluch przez chwilę balansował na dachu, ale w końcu zjechał po dachówkach w dół. I tu ku naszemu przerażeniu wkroczyła nasza sunia, z jazgotem biegnąc w kierunku intruza. Do tego, że  boćki z premedytacją naruszają przestrzeń powietrzną nad jej siedliskiem już zdążyła jako tako przywyknąć, ale żeby tak bezczelnie spadać z dachu na podwórko?


Nim zdążyliśmy ją złapać wystraszony bociek nabrał rozpędu, machnął kilka razy skrzydłami i podfrunął w stronę łąki. Do gniazda wrócił samodzielnie i wygląda na to, że już nie boi się latania.