piątek, 28 grudnia 2012

Zimowe popołudnie

Pochmurne niebo, szaro...




Na stryszku wiatr wypchnął szybkę z okna - trzeba było dokonać szybkiej naprawy żeby nam śniegu nie nawiało.


wtorek, 25 grudnia 2012

Zimowe siedliskowe drogi

Zasypało świat na biało, jeszcze tydzień temu droga do naszego siedliska wyglądała tak:



Malowniczo i ślisko zarazem :)  Czy mi się zdawało, czy gdzieś pomiędzy drzewami było słychać odgłos dzwonków z sań Mikołaja?

niedziela, 25 listopada 2012

Ostoja Warminska

Bociany odleciały, a my planujemy przeniesienie ich gniazda w bezpieczniejsze miejsce. Bocianów na Warmii jest naprawdę sporo. Miejscem ich żerowania są licznie tu występujące wilgotne łąki i pastwiska. W większości wsi na terenie tzw. Ostoi Warmińskiej gnieździ się co najmniej jedna para bocianów. Są jednak i takie wsie, gdzie można naliczyć kilkadziesiąt gniazd bocianich. Zdarzają się również takie wsie gdzie mieszka więcej bocianów, niż ludzi! Taka sytuacja ma miejsce  m.in. w Żywkowie.


Musimy się z budową platformy zmierzyć zimą, aby bociany miały gdzie wrócić na wiosnę.

piątek, 26 października 2012

Żegnaj stodoło!

Widać ją z daleka, bo góruje nad siedliskiem. Bociany wybrały ją sobie na miejsce wicia gniazda. I prawdopodobnie tylko dzięki ich obecności przetrwała tak długo. Ciężar gniazda stabilizował konstrukcję dociskając ją od góry. Niestety, druga część stodoły nie miała takiej stabilizacji. Silne wiatry naruszyły konstrukcję i w momencie przejmowania siedliska stodoła była już częściowo zrujnowana. Prowizoryczne podpórki  nie pozwalały stodole samoczynnie się rozpaść, ale obawialiśmy się o bezpieczeństwo dzieci.  Nie pozostało nam nic innego jak wystąpić o zgodę na jej rozbiórkę. Żegnaj stodoło!

 

czwartek, 25 października 2012

Wypoczynek pod lipą

A w zasadzie pod całą grupą lip.  Kiedy na nie patrzę przypomina mi sie jedna z fraszek Kochanowskiego.  Bo jest to miejsce z niesamowitym  klimatem! Miło jest usiąść pod lipą na kocu i zjeść drugie śniadanie. 








Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.

środa, 24 października 2012

Co się schowało w kącie stodoły

Stodoła (a w zasadzie to co z niej zostało) kryła wiele ciekawych "skarbów" - stare koryto, obdrapane drzwi do chlewika, zardzewiałą kosę, opanowany przez myszy tapczan, podziurawione przez robaki trzonki od szpadli, europaletę, sterty zamoknietego siana, dziurawe wiadro, deski różnych rozmiarów i grubości, drabinę, zwoje starego drutu, pieniek do rąbania drewna, zepsutą farelkę, kawał blachy, trzy nóżki od stołu, worek po nawozie i na dnie sterty śmieci także to:



Stare prawidła do butów.  Brudne i podziurkowane przez robaczki, ale niezwykle urokliwe :)
Odczyścimy, wyprosimy niechcianych lokatorów i damy im drugie życie.

wtorek, 23 października 2012

Jesień idzie, nie ma na to rady...

Lubię ciepłe kolory jesieni. Zwłaszcza kiedy idę lub jadę polną drogą a każde drzewo ma inne barwy.  Gdzieniegdzie pod drzewami leżą jabłka, na skarpach czerwieni się jagodami głóg i polna róża.


 Trawy zrudziały i szumią na wietrze.



 

poniedziałek, 22 października 2012

Pan Dąb

Jednym z moich ulubionych miejsc na wzgórzu jest fragment dróżki przechodzący pomiędzy majestatycznym dębem a kępą lip.  Miejsce ze wspaniałym widokiem na łąki i las. Na dębie planujemy na wiosnę powiesić huśtawkę z opony traktora. Można będzie huśtać się chłonąc spokój otaczających wzgórze zielonych łąk. 

widok spod dębu na wiosnę


  i jesienią



niedziela, 21 października 2012

Wszystkie barwy nieba

Zapewne są ciekawsze zajęcia niż gapienie się w chmury, ale czasem naprawdę trudno się powstrzymać. Kształty i kolory zmieniają się jak w kalejdoskopie. Obserwowanie tych zmian niesamowicie uspokaja, a tu mała próbka dla tych, którzy czuja się zestresowani i potrzebują koloroterapii :)

 
 

sobota, 20 października 2012

Jabłkowianki

O tym jak musiałam się włamać do domu już pisałam, ale nie  napisałam jak się odstresowywałam, kiedy stwierdziłam że nie mam klucza.  A chwilę mi to zajęło... Poszłam się przejść do sadu i natknęłam się na konar jednej z jabłonek, zwalony przez burzę w sierpniu.  Liści na nim nie było, natomiast jabłka nadal mocno się trzymały. Były małe i mocno czerwone, do jedzenia raczej nie nadające się, ale za to ładne. Postanowiłam nabić je na drucik i zawiesić jako ozdobę. Nawet nie zauważyłam, że w koszyku zabrał się na podwórko pasażer na gapę :)





piątek, 19 października 2012

Potrzeba matką wynalazków

O tym nikogo przekonywać nie trzeba. Każdy choć raz był w sytuacji gdy trzeba było "domowym przemysłem zrobić coś z pomysłem". Drewniane okiennice, które planowaliśmy zamontować w domu to kosztowna inwestycja. Ale jak się nie ma co się lubi... to się wynajduje jakiś zamiennik.




Obmierzyliśmy okna i zamówiliśmy odpowiednio przycięte płyty OSB. Do tego zawiasy i zasuwy oraz kłódki. OSB piękne nie jest,  więc jak widać na zdjęciu powyżej użyliśmy starych desek ze stodoły, aby je "upiększyć".  Na razie obiliśmy jedną parę okiennic, reszta musi poczekać na swoją kolej (czyli na nasz kolejny przyjazd).

czwartek, 18 października 2012

MacGyver w spódnicy czyli jak robiłam za włamywacza

Piątek, piątek, weekendu początek - dla mnie oznaczało to, że muszę wyjechać z domu około 10-tej i między godziną 14 a 15 dotrzeć do Urzędu Miejskiego aby uzupełnić dane do naliczenia podatku od nieruchomości. W sumie ucieszyło mnie to, bo dzięki "papierkom" miałam być w siedlisku kilka godzin wcześniej niż reszta mojej rodziny i na spokojnie doprowadzić dom do jako takiego stanu, napalić w piecu itp.  Trzy tygodnie wcześniej, kiedy odbieraliśmy klucze od siedliska wyjeżdżałam stąd z duszą na ramieniu, zastanawiając się czy po naszym wyjeździe nie przyjdzie komuś do głowy ot tak, dla kawału wybić szyb, albo zrobić czegoś równie głupiego.  Tym razem jechały ze mną okiennice, które mieliśmy zamiar zamontować. Przy wjeździe przywitały mnie sąsiedzkie, ciekawskie koty, które pierzchły w popłochu gdy tylko wysiadłam z samochodu.


 Dom stał na miejscu, okna były całe, na podwórku też żadnych śladów wandalizmu nie było. Ucieszyłam się, sięgnęłam po klucze... i niespodzianka. Mój mąż odłączył klucze od domu od reszty kluczy i kluczyków. Mogłam wejść do każdego budynku z wyjątkiem domu! No ładnie, pomyślałam. Nikt obcy się nie włamał, to teraz ja się będę musiała włamać!  Włamywacz pewnie w ogóle by się nie cykał i walnął kamieniem w okno. Ja szyby wolałam jednak zachować w całości.  obeszłam dom dookoła próbując rozruszać wszystkie okna. W końcu zdecydowałam, że wejdę przez werandę, bo tam były najstarsze okna i co za tym idzie największa szansa na wyjęcie jakiejś szyby. Obskrobałam kit z okna, rozgięłam gwoździki, znalezionym w oborze drucikiem przez wąską szparkę zaczęłam wydłubywać klej spod szyby. Po 15 -20 minutach szyba bezpiecznie wylądowała na trawie. A ja musiałam kolejno wnieść przez okno wszystkie bagaże, kosz z drewnem, wiadro z wodą ze studni i inne "przydasie".  Dawno się tak sama z siebie nie uśmiałam jak w ten piątek :)


środa, 17 października 2012

Kto rozlał mleko?

Jesień to pora mgieł. Bardzo lubię patrzeć jak leniwie płyną nad polami i sadami, unoszą się nad stawem i brzozowym laskiem. Wszystko wydaje się wtedy takie nierealne, tajemnicze i inne. Oczywiście, mgła na drodze wcale romantyczna nie jest, ale na spacerze przez pola? Czemu nie..







Nawet obora wygląda we mgle zupełnie jak z bajki :)

wtorek, 16 października 2012

Nad siedliskiem wstaje dzień...

Też Was czasem ciągnie aby się wyrwać "w dzicz", gdzie nie ma zgiełku i pośpiechu? Ja spędziłam ostatnio trzy dni na naszym "Wichrowym Wzgórzu" i po raz kolejny przypomniałam sobie jak miło jest witać nowy dzień o poranku. A w naszym siedlisku to prawdziwy spektakl światła i cienia.



Najpierw słoneczko zagląda nieśmiało w okna obory.  Cały budynek wydaje się wtedy rozświetlony od środka tajemniczym światłem. Złociste promyki przeciskają się przez szybki w starych oknach.



 
Potem z mroku zaczyna wyłaniać się stodoła, kawałek podwórka i garaż.



Ale najpiękniej wygląda widok na łąki. Do tego jeszcze dochodzą odgłosy ptaków, pianie koguta u sąsiadów i porykiwanie krów.





Witaj poranku!