wtorek, 20 maja 2014

Weened z warkotem piły w tle

Jesienią jedna ze starych jabłonek za domem straciła główny konar. Wtedy nie mieliśmy czasu na przycinkę, zabraliśmy się więc za to teraz.  Niestety, z bliższych oględzin jabłonki wyszło, że druga połowa drzewa też jest do ścięcia. Po jabłonce zostało puste miejsca na środku ogródka i sterta gałęzi do spalenia.



Kolejnego dnia pod piłę poszła jabłonka obok garażu. Pomijając fakt, że chorowała (parch), korzeniami i gałęziami niszczyła ścianę garażu. Gałęzie przycięła nieco zimą energetyka, dzięki czemu mieliśmy trochę mniej pracy.

 Żal mi było obu drzew, jednak rozsądek wziął górę nad sentymentami. Za to bardzo pozytywnie nastrajał mnie widok i zapach kwitnącej czereśni. Byleby nam w tym roku żadne "szpaki" nie przeszkodziły w zbieraniu owoców!



4 komentarze:

  1. Kiedy mieszka się w domu prywatnym, ciągle jest coś do roboty, prawda? ;)
    Mieszkasz w sielskim miejscu. Cisza na pewno jak makiem zasiał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zanim będzie pięknie i sielsko trzeba mnóstwo pracy włożyć, a potem jeszcze więcej by te wypracowaną uroki podtrzymać, u Ciebie ciągle coś się dzieje, kibicuję Ci nieustająco, serdeczności, a.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda.......Ale jak trzeba to trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba włożyć sporo pracy by móc póżniej spokojnie wypić kawę i cieszyć się pięknem otoczenia.

    OdpowiedzUsuń